piątek, 10 czerwca 2016
Sezon na truskawki
Mamy właśnie sezon truskawkowy i warto skorzystać w pełni z dobrodziejstw tych pysznych i bardzo zdrowych owoców Jest wiele powodów dla których warty się nimi zajadać.
Pamiętajmy jednak, że najbardziej wartościowe są świeże truskawki, czyli surowe, nieprzetworzone!
Te czerwone, aromatyczne owoce możemy zjadać w dużych nawet ilościach, bo są niskokaloryczne, tylko 28 kcal w 100 g. Mają niski współczynnik glikemiczny, a więc w umiarkowanych ilościach mogą je spożywać osoby mające cukrzycę. Wspomagają serce, obniżają ciśnienie, pomagają w odchudzaniu, świetnie działają na wątrobę i woreczek żółciowy, a także oczyszczają jelita. Zawierają też dużo witaminy c.
Niestety te walory tracą, podane z bitą śmietaną.
Najlepiej więc je zjadać bez żadnych dodatków.
Kobietom fit proponuję robienie koktajli z truskawek z dodatkiem wody czy mleka kokosowego plus co kto lubi.
Ja proponuję wam danie obiadowe lub kolacyjne szybkie i łatwe do zrobienia.
Makaron z serem i truskawkami
Składniki: makaron świderki,
twaróg,
śmietana,
truskawki,
cukier.
Ugotować w lekko osolonej wodzie makaron. Z rozgniecionego widelcem sera i śmietany zrobić twarożek. Truskawki rozdrobnić z cukrem, można też rozgnieść widelcem.
Ugotowany makaron odcedzić i wyłożyć na talerze. Na nim ułożyć solidną porcję twarożku, a wierzch obficie udekorować rozdrobnionymi truskawkami.
środa, 8 czerwca 2016
Dzień Cioci
W naszym kalendarzu chyba prawie każdy dzień jest komuś lub czemuś poświęcony: kobietom, matkom, ojcom, chłopakom, dzieciom, strażakom itp. Wsród nich nie ma jednak tego poświęconego ciociom, a uważam, że zasługiwałyby na swoje święto.
Dawniej ta nazwa przysługiwała tylko siostrom mamy, ale dzisiaj tego określenia używa się w znacznie szerszym zakresie. Ciocia to także siostra ojca, dawniej zwana stryjenką, ale także po prostu bliska znajoma rodziców, czyli ciocia przyszywana.
Myślę, że każdy z nas ma taką lub takie ciocie, które darzy bardzo ciepłym uczuciem i które zajmują w jego sercu szczególne miejsce.
U mnie słowo ciocia przywołuje trzy imiona.Ciocia Janka, która na wiosnę szyła mi nowy płaszczyk i berecik, ciocia Niuta, która piekła pyszne ciasto cytrynowe i była zawsze miła i ciocia Stacha, której się trochę bałam, bo była duża i bardzo energiczna i głośna. W moim dzieciństwie to były bardzo ważne osoby!
Kiedy myślę o moich dzieciach, wiem, że one mają również ciocię, która je kocha, towarzyszy im w ważnych wydarzeniach z ich życia i mogą zawsze na nią liczyć! To moja siostra.
Co sądzicie o takim pomyśle, by można było podziękować Ciociom za ich serce, wsparcie, pomoc!
poniedziałek, 6 czerwca 2016
Chata pod Dębem
Wróciłam właśnie z działki. Tak nazywamy swoją chatę na Mazurach, a raczej Suwalszczyźnie. Kupiliśmy ją 14 lat temu, była nie tylko stara, ale też bardzo zaniedbana! Nas jednak urzekł stary piec kuchenny z zapieckiem, niskie sufity z belkami na suficie i nie zraziło nas nawet to, że w kuchni nie było podłogi, ale gliniana polepa!
Dzisiaj, po tych kilkunastu latach, remontach i modernizacjach prezentuje się o wiele lepiej i mieszka się wygodniej. Piec oczywiście został! Bardzo się przydaje, kiedy jest zimno, bo świetnie ogrzewa kuchnię i pokój, które są połączone.
Na zewnątrz dobudowaliśmy jedynie taras, który latem jest najważniejszym pomieszczeniem, w którym skupia się nasze życie rodzinne i towarzyskie.
Jego naturalnym przedłużeniem jest ogród, który zaplanowaliśmy i wykonaliśmy sami. To nasze dzieło z którego jesteśmy bardzo dumni Natomiast rabaty z kwiatami, to już moja zasługa i praca.
Czyż nie są piękne?!
Naszą letnią siedzibę nazwaliśmy oczywiście Chata pod Dębem z oczywistych względów, ocienia ją stary około 100-letni dąb. Powinnam jak Kochanowski napisać na jego cześć fraszkę, ponieważ latem w największe nawet upały mamy cudowny chłodek na tarasie.
wtorek, 24 maja 2016
Piękne, zadbane i ... wydepilowane!
Jeśli w planie mamy jakąś większą imprezę, my kobiety starannie się do niej przygotowujemy, planujemy, by zdążyć ze wszystkim! Oczywiście najważniejsza jest odpowiednia i najlepiej nowa kreacja, ale również trzeba zaplanować fryzurę i makijaż i odpowiednio wcześnie umówić wizyty u fryzjera, kosmetyczki, makijażystki, manikiurzystki...
W takich momentach często, z racji wieku, łapię się na refleksjach, jak bardzo się zmieniły realia naszego życia!
W czasach peerelu, gdy brałam ślub, wystarczyła mi tylko fryzjerka, której dzieło zresztą zburzyłam w domu, bo wyglądałam jak stara baba! Suknię uszyła mi sąsiadka krawcowa według mojego opisu. Paznokcie pomalowałam sobie sama.
Dzisiaj, moim zdaniem, ludzie są bardziej zadbani, czyściejsi i ładniej pachną, tak kobiety, jak i mężczyźni i mam na myśli ogół, a nie ten znacznie mniejszy procent, który unika kąpieli i nie słyszał o dezodorantach. Aczkolwiek jest on ciągle zbyt duży, co szczególnie czuć w środkach komunikacji miejskiej, gdy robi się ciepło.
W moim przypadku najbardziej istotną zmianą w moich zabiegach higieniczno-kosmetycznych jest depilacja, która w Polsce w latach 80-tych i oczywiście wcześniej, była nieznana. Zarost pod pachami i obrośnięte nogi, nie mówiąc już o okolicach intymnych, to była norma i nikt się temu nie dziwił i ja oczywiście też.
Do czasu, , aż przeczytałam pewną powieś, której bohaterka, Kanadyjka, przeniosła się do Francji i zauważyła, że w szkole nikt nie chce się z nią przyjaźnić, a dziewczęta wręcz od niej uciekają, jakby była zadżumiona! Potem okazało się, że czuły do niej obrzydzenie, bo miała nieogolone nogi !
Wstrząsnęło to mną, zaczęłam obserwować piękne zadbane kobiety i dostrzegłam, że skóra ich nóg jest piękno, gładka i pozbawiona jakichkolwiek włosków. Od tamtej pory usuwam wszelkie zbędne owłosienie, doszło do tego, że nawet mężczyzna mocno owłosiony budzi we mnie obrzydzenie.
Zabiegi depilacji woskiem nie należą do przyjemnych, ale czego nie zrobi kobieta, żeby wyglądać na zadbaną.
Takie super rajstopy znalazłam w Pepco do modnych obecnie szpilek bez palców.
Zdjęć niewydepilowanych pach, nóg itp. nie umieszczałam z oczywistych względów!
niedziela, 15 maja 2016
Sandwichowy etap życia
Kiedy za nami już 40 lub 50 urodziny, coraz częściej pukają nam do głowy myśli, co dalej czy to już starość? Co osiągnęliśmy, czy jeszcze mamy przed sobą jakieś perspektywy, czy jeszcze można marzyć?
I jakoś z tymi myślami trzeba się uporać i umieć dostrzec jakieś pozytywne strony naszej dojrzałości, bo to przecież jeszcze nie starość!
Bardzo ładnie i celnie specyfikę tego okresu w życiu ujął w słowa profesor Jan Hartman w udzielonym niedawno wywiadzie dla Gali. To nikogo nie ominie, tak jest, że człowiek staje się trochę bardziej stoikiem, bo mniej jest już rozedrgany, rozemocjonowany...Nie kopię się już z koniem, który nazywa się życie, wiem dobrze, że tak się nie da.
Cały świat spoczywa na barkach ludzi w średnim wieku. Nie dostaje się dodatku za bycie 50-latkiem. Żadnych forów, żadnych beneficjów, tylko trzeba, z jednej strony, ciągnąć za sobą dzieci, a z drugiej -wspierać rodziców. Robi się z tego taki sandwich. To jest taki etap życia - sandwichowy i trudny. Ale zawsze można go jakoś osłodzić. Lepiej już było, ale przecież wciąż jest dobrze!
Dlatego dobrze jest w taki majowy poranek wybrać się na spacer do parku ze swoją dorosłą, cudowną córką, wypić pyszną kawę i podziwiać kwitnące kasztany! W takiej chwili życie jest piękne!
sobota, 30 kwietnia 2016
Serce domu
Jak łatwo się domyślić, tematem dzisiejszego posta będzie kuchnia, miejsce do którego prowadzą drogi wszystkich domowników. Nie tylko dlatego, że stoi tam lodówka, ale przede wszystkim stół, który jednoczy wszystkich członków rodziny Moim zdaniem to najważniejszy mebel w kuchni, Uważam, że nawet w najmniejszej kuchence należy wygospodarować miejsce na choćby niewielki stoliczek, przy którym można razem usiąść do posiłku. Na nim mały wazonik z kwiatkami i już wyczarowaliśmy miejsce, gdzie każde najskromniejsze danie smakuje lepiej!
Kuchnia to moje królestwo i dlatego przywiązuję wielką wagę do jego urządzenia. Ma być nie tylko funkcjonalna, ale także przytulna, bo tam spędzam najwięcej czasu, nie tylko przyrządzając posiłki, ale także oddając się swojej największej pasji czyli czytaniu książek.
Ostatnio mnie nie było przez dłuższy czas na blogu, bo mieliśmy remont kuchni, byłam więc bardzo zajęta, musiałam bowiem przypilnować, by nowe oblicze mego królestwa spełniało wszystkie moje wymagania. Wiedziałam, że musi być nie tylko stół, ale także dobre jego oświetlenie. Zadbałam też o wygodne i miękkie krzesełka do siedzenia z oparciem. Trochę mi było żal starej kuchni, ale już była wysłużona, a poza tym dobrze czasami coś zmienić w swoim życiu, tym bardziej, że zaczynamy z mężem nowy etap w życiu, bo jak pisałam wyfruwa nam z gniazda ostatnie nasze dziecko i zostaniemy sami.
Nowa kuchnia jest utrzymana w zupełnie innej kolorystyce, ale mam nadzieję że dobrze się będę w niej czuła. Poza tym zamiast kuchenki gazowej będzie płyta indukcyjna, co mnie trochę ekscytuje i jestem ciekawa czy będę zadowolona z gotowania na niej.
niedziela, 24 kwietnia 2016
O marzeniach i młodości
Czasami czuję się jak Matuzalem i nie dziwię się, że w przeszłości, wcale nawet nie tak odległej, ludzie szanowali starszych, bo cenili mądrość, jaką oni posiedli w trakcie swego długiego życia. Teraz doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak wspaniała i niezwykle krótka jest młodość, kiedy świat stoi przed nami otworem i mamy marzenia.
To cudowny sposób postrzegania świata, gdy wydaje nam się, że mamy go u swoich stóp! Niestety, gdy przekraczamy trzydziestkę, okazuje się, że mamy męża ,dzieci, pracę, kredyt, a nasze piękne marzenia pokrył kurz zapomnienia i właściwie już jesteśmy za starzy, by zostać modelką czy gwiazdą filmową. By nie popaść w depresję, trzeba zaakceptować swoje życie i znaleźć satysfakcję w czym innym, zadowolić się małymi sukcesami w pracy, cieszyć się wycieczką, działką czy co tam kto sobie wymyśli.
Dorośli na szczęście są tak zapracowani, że nie mają czasu myśleć o swoich marzeniach, skupiają się na swoich dzieciach, chcąc ich chronić i zapewnić wszystko co najlepsze. Gorzej, gdy za ich pomocą pragną zrealizować swoje młodzieńcze marzenia, nie oglądając się na to czego pragną one. Albo też zniechęcają ich do marzeń, bojąc się, że ich pociechom nie wyjdzie i przeżyją rozczarowanie. Moim zdaniem obie te postawy są niewłaściwe, to tak jak pozbawienie dziecka tego, co w młodości najpiękniejsze!
Teraz z perspektywy lat widzę, że byłam mądrzejszą matką dla swojej córki, którą urodziłam mając 33 lata, ale to wcale nie znaczy, że uważam, że należy mieć dzieci po trzydziestce, bo w życiu niestety jest coś za coś. Rodzice młodzi mogą bowiem ofiarować dzieciom swoją witalność i młodzieńczą energię, a starsi są zazwyczaj bardziej zachowawczy i ostrożni, co może prowadzić do konfliktów w okresie dojrzewania.
Do powstania tego posta przyczyniła się powieść T. Parsonsa Druga szansa. Zachęcam do przeczytania, zawiera wiele mądrych przemyśleń i celnych uwag i jak widać na moim przykładzie skłania do refleksji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






