wtorek, 25 lipca 2017

Przedstawiam Wam morwę!





  - Morwa! A, co to takiego?
Już słyszę te okrzyki zdziwienia. A ja znam to drzewo i jego owoce od dzieciństwa.
Kojarzy mi się z wakacjami, bo właśnie wtedy dzieciarnia z naszej ulicy spotykała się na rosnącym przy ulicy dużym drzewie morwy czarnej, by zajadać się jej pysznymi owocami. Niestety dzisiaj już nie ma tego drzewa, zostało wycięte, by zrobić miejsce na nową drogę.



   Dlatego też sadząc drzewa na swojej działce na Suwalszczyźnie, przypomniałam o morwie i przekonałam męża do tego pomysłu. Cztery lata temu zakupiliśmy niewielką sadzonkę i posadziliśmy ją w nasłonecznionym miejscu. Trochę się obawiałam czy nie zmarznie w tym surowym klimacie, ale okazało się, że dobrze znosi nawet takie mroźne warunki  w tym roku bardzo szczodrze obrodziła.



   Wszyscy, którzy gościli u nas mieli okazję pierwszy raz w życiu spróbować tych bardzo smacznych owoców! Z wyglądu przypominają nieco jeżyny, ale smak inny, niepowtarzalny. Trzeba ich po prostu spróbować!
Planuję posadzić jeszcze morwę białą, której owoce może nie są tak smaczne, ale herbatka z liści ma właściwości obniżające cholesterol i poziom cukru we krwi i na dodatek odchudzają!



   Morwy sprowadzono z Azji do Europy jednak nie dla jej walorów smakowych, ale dlatego, że jej liście są pożywieniem jedwabników, co jako pierwsi odkryli Chińczycy.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

W moim domu




   Czasami siebie nawet podziwiam, że stałam się po latach taką zorganizowaną gospodynią domową! Nie jest to wcale łatwe, gdy na dodatek chce się swoją rodzinę odżywiać zdrowo.
Zdrowo, znaczy dla mnie jedzenie dań świeżo ugotowanych, z nieprzetworzonych produktów.Dlatego staram się, by dania były łatwe do przygotowania i były przygotowywane z produktów pochodzących głównie z Polski, bo są po prostu tańsze i łatwiej dostępne.
   Oto moja propozycja na obiad.
Ponieważ poprzedniego dnia gotowałam zupę jarzynową na ładnym kawałku łopatki (ok. 60 dag) miałam ładny kawałek ugotowanego do miękkości mięsa i postanowiłam przyrządzić zapiekankę z makaronem. Zmełłam mięso w maszynce do mięsa. Podsmażyłam na oleju jedną, drobno posiekaną cebulę i dodałam do niej zmielone mięso , 2 łyżki koncentratu pomidorowego,sól, pieprz do smaku i garść świeżo posiekanego oregano.
 W międzyczasie ugotowałam makaron świderki w osolonej wodzie.



Warstwami układałam w naczyniu do zapiekania makaron i mięso.



Na wierzchu ułożyłam plastry żółtego sera i kilka kawałków masła. Wstawiłam naczynie do nagrzanego piekarnika i zapiekałam około 20 minut.



Podałam z zieloną sałatą z sosem winegret.

Tak przygotowanym mięsem można nadziewać naleśniki.

piątek, 2 czerwca 2017

Jak dobrze mieć sąsiada...




   Z pewnością znacie tę piosenkę o sympatycznym sąsiedzie, którą dawno temu śpiewały Alibabki. I rzeczywiście dobry sąsiad to skarb! Ale nie daj Boże trafić na takiego Kargula lub Pawlaka, zatrute życie, nerwy i stres!
   Jeśli nie mieszkamy na bezludnej wyspie, to mamy zazwyczaj kilku sąsiadów i trzeba z nimi jakoś ułożyć sobie życie.
Niezwykle ważny jest początek, by nie popełnić jakiegoś błędu i nie zafundować sobie śmiertelnego wroga.
   Trzeba być psychologiem i dyplomatą po trosze.
Zastanówmy się, w jak bliskich relacjach chcemy pozostawać z naszymi sąsiadami. Najpierw się im dyskretnie przyjrzyjmy i oceńmy, dajmy sobie czas, nie działajmy pochopnie, o jeśli kogoś, po pewnym czasie przyjacielskich relacji odsuniemy, może poczuć się urażony i zostać wręcz osobą nieżyczliwą nam, a nawet wrogą. A tego nie chcemy!
   Nasze relacje z sąsiadami należy budować świadomie i zabiegać wręcz o ich sympatię. W tym celu czasami, nawet jeśli nie jest to nam na rękę, trzeba pomóc przy wnoszeniu mebli, wózka młodej matce czy pożyczyć przysłowiową szklankę cukru.



 Nie polecam pożyczania pieniędzy, bo już mi się tak zdarzyło, że sąsiad uciekał na mój widok lub udawał, że nie widzi mnie.




   Czasami warto znieść z jego strony drobną niedogodność, nawet nieprzespaną noc, niż iść na wojnę, bo czasami jedynym wyjściem staje się wyprowadzka!






   A jakie  są Wasze doświadczenia z sąsiadami?

sobota, 27 maja 2017

Ależ się napracowałam...




   Ależ się napracowałam, naharowałam! W tym roku dopiero w połowie maja wybraliśmy się na naszą działkę, która znajduje się aż za Suwałkami. Wcześniej było za zimno, nie muszę wam przypominać, że wiosna w tym roku nie była zbyt łaskawa, przyszła na ten skrawek Polski z ociąganiem.
 Nie byliśmy tam od jesieni, więc łatwo wyobrazić sobie , co zastaliśmy! Suche badyle, nieuprzątnięte liście, zarośnięte chwastami grządki, a w chacie zimno i truchło zdechłej myszy.
   Nie wiadomo było za co się brać!
Ale p tygodniu.... , sami zobaczcie!
Znaleźliśmy nawet czas, by wybrać się nad jezioro, bo zrobiło się upalnie i nawet sobie popływaliśmy.
   Może i na naszą działkę dosyć daleko. ale jak tam pięknie!

Jeszcze kwitły tulipany.

Pięknie wyrósł rabarbar.

Czekał na nas lubczyk i szczypior.
Zanim wyjechaliśmy wzeszły rzodkiewki.

Posiałam kwiatki na rabacie: godecje, zatrwiany, nagietki, nasturcje i wiele innych! Pokażę je latem.

Jeszcze kwitły jabłonie.

środa, 10 maja 2017

Zapach czeremchy




   Dla mnie prawdziwa wiosna przychodzi, gdy zakwitną czeremchy. Już mi tak zostało od dzieciństwa!
Nie sposób było przegapić ten moment, bo zapach jej kwiatów jest bardzo intensywny i większość ludzi odbiera jako nieprzyjemny Ale mnie się podoba i kiedy tylko pojawiały się na pobliskich drzewach, znosiłam do domu ogromne bukiety, z którymi moja mama nie wiedziała co robić, jak się ich pozbyć !


  
   Aja kocham czeremchy i w czasie swoich rowerowych przejażdżek zawsze się przy nich zatrzymuję, by podziwiać i wąchać ich kwiatki.


Czy wiecie, że jej owoce są jadalne! Spraktykowałam to w dzieciństwie, słodko-kwaśne,  dosyć cierpkie.
Ale czego to się wtedy nie jadło i żywicę z wiśni, która zastępowała gumę do żucia, i środkowe części ajerów i tataraku, chlebek świętojański, morwy...
   Dzisiaj dzieci są biedne, świat się zrobił bardziej niebezpieczny! W zamian mają komputer a my mieliśmy cały świat, oczywiście ten okoliczny.

piątek, 7 kwietnia 2017

Czy Jan III Sobieski przewraca się w grobie?



   Czy przewraca się w grobie  Jan III Sobieski, pogromca Turków pod Wiedniem, widząc jak polskie domy opanowały tureckie seriale, a polskie kobiety, jak zaczarowane, ulegają wdziękom tureckich amantów?
Sulejmanowi Wspaniałemu nie udał się przed wiekami podbój Europy, ale udał się podbój świata współcześnie dzięki serialowi  Wspaniałe stulecie!
    Mnie ten serial również oczarował za sprawą jego pięknych kostiumów, świetnej obsady i gry aktorskiej, polskich wątków i tego, że jest to serial historyczny, opowiada więc o prawdziwych wydarzeniach  i postaciach. Jako kobieta podziwiałam przepiękną biżuterię jaka zdobiła żony i liczne nałożnice sułtana. Któraż z nas Europejek nie chciałaby móc wejść do haremu sułtana i zobaczyć z bliska jak mieszkają jego żony, jakie panują między nimi relacje czy kłócą się o względy swego męża, jak radzą sobie z konkurentkami? Jaka jest pozycja mężczyzny w kulturze muzułmańskiej, a jaka kobiety?
   Po sukcesie tego serialu nasza telewizja zakupiła wiele innych tureckich produkcji, które cieszą się dużą oglądalnością: Sułtanka Kosem, Fatmagul, Rozdarte serca, Tylko z tobą i inne.
Akcja większości dzieje się współcześnie i ukazuje zazwyczaj miłosne perypetie bohaterów. Ich losy z zapartym tchem śledzą miliony polskich kobiet, bo są to seriale dobrze zrobione, o wciągającej fabule, których akcja dzieje się w egzotycznym dla nas kraju i zupełnie innej kulturze, co stanowi ich dodatkowy atut. Pokazują też pozycję kobiety w Turcji, która jest znacznie gorsza niż w krajach europejskich.
   To wszystko sprawia, że nasze seriale wydają się przy tureckich mdłe i nudne!
A Wy, oglądacie tureckie seriale?


środa, 22 marca 2017

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono




   Mamy tendencję, żeby myśleć o sobie dobrze, a nawet siebie wybielać. I to jest zrozumiałe, a nawet dobre, dla naszego samopoczucia. Tyle się teraz mówi o tym, że powinniśmy dobrze się czuć w nasze skórze...
   Każdy z nas ma jednak i to brzydsze trochę oblicze, które skrywa przed bliźnimi, a czasami nawet przed sobą! Nie lubimy tego swego drugiego ja, bo to nie jest miłe. U niektórych ta druga strona jest tylko trochę brzydsza i szpecą ją tylko drobne grzeszki, ale w niektórych ludziach, kryle się prawdziwa bestia, która może się obudzić w sprzyjających okolicznościach. Takim czasem próby dla naszych dziadków była wojna, po której blizny nosi każdy naród, nawet ten, którego ona bezpośrednio nie dotknęła, jak na przykład Szwedów. Okazuje się, że nawet oni mają w swojej przeszłości epizody, o których najchętniej by zapomnieli.
   Pięknie o tym opowiada w swojej książce ,,Córki marionetek" Maria Ernstam. Jest to thriller, więc czyta się jednym tchem, a dodatkowym walorem tej powieści jest to, że została w części oparta na faktach autentycznych.
 My Polacy mamy swoje upiory z przeszłości jak na przykład Jedwabne, a inne narody swoje. Trochę współczuję współczesnym Niemcom, którzy dostali od swoich przodków bardzo ciężkie brzemię do dźwigania, ale przecież każdy jest kowalem swego losu, a za grzechy trzeba płacić!
   A tytuł to oczywiście cytat z wiersza ,,Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej" Wisławy Szymborskiej o dzielnej nauczycielce, która uratowała z pożaru dzieci, bo czasami to drugie oblicze, okazuje się być obliczem bohatera!
   I taki mi wyszedł post prawdziwie postny!